Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Do you ever feel alone?

Archiwum

Rozdział pierwszy Rozdział drugi Rozdział trzeci Rozdział czwarty Rozdział piąty

Znajomi

romans-chan czyli ja moment choice nagisa lilliane deirdre ryuuzaki prince yumi

Rozdział V - Powrót.

Odpuściłem sobie szkołę. Prawie nie ruszałem się z łóżka. Wokół mnie zbierało się coraz więcej śmieci, a ja po prostu się leniłem, chodziłem do kuchni po piwo i siłą rzeczy do łazienki.
Trzy dzień lenistwa. Sobota. Po dwóch dniach picia chyba pora wytrzeźwieć i doprowadzić się do stanu używalności. Co tu dużo mówić czułem się jak wrak.
A piłem, bo byłem wkurzony. Na Boga. Bo oczywiście mu się odwidziało. I co? Mam z tego zrezygnować, bo on mnie tam chce? Jasne. Z drugiej strony… nie! Nie ma drugiej strony!
Podniosłem dupę i poszedłem do łazienki. Kiedy zobaczyłem swoje odbicie w lustrze, aż jęknąłem na ten widok. Nie dość, że czułem się jak wrak to jeszcze tak wyglądałem!
Zdjąłem spodnie i szybko wszedłem pod prysznic, próbując zapomnieć o bólu głowy, delikatnym zachwianiu się mojej koordynacji ruchowej i o dokuczliwej świadomości, że za ścianą prawdopodobnie może mój ukochany – jak się również okazało – demon leży z kimś w łóżku, a ja sobie o tym nawet sprawy nie zdawałem, bo byłem zbyt zajęty puszką piwa.
Ugh!

Przez resztę dnia sprzątałem mieszkanie i jednocześnie zastanawiałem się nad wydarzeniami z przed kilku dni.
I do jakich to wniosków doszedłem?
Pożądanie. To jedyne uczucie, jakim darzę Asmodeusza najwyraźniej. Nic więcej.
Jak mógłbym czuć, więcej w ogóle go nie znając?
Pociąga mnie fizycznie. Jego ciało, głos, zapach. Ale to wszystko.
Tak, więc, skoro i tak mam za dwa tygodnie być z powrotem w niebie, czemu by po drodze nie skorzystać z życia i pójść na całość?
Już w niedzielę wieczorem stałem pod jego drzwiami.
Ale, że ja to ja, a on to on, więc oczywiście zawahałem się. A co jeżeli ktoś u niego jest? A co jeżeli się rozmyślił i odpuścił? A co jeżeli... w tym momencie drzwi się otworzyły.
- Jestem demonem. Spodziewałeś się, że nie wiem, że ktoś jak idiota sterczy pod moimi drzwiami? - Kiedy to mówił szedł już tyłem w głąb mieszkania, machnął na mnie ręką, żebym poszedł za nim, mruknąłem kilka bluźnierstw pod nosem, ale poszedłem. Od tyłu mało było widać, ale i tak wszystko uświadczyło mnie w przekonaniu, że wygląda bosko. Ciemne dżinsy opinały się seksownie na jego pośladkach. Tak. To wszystko, co miał na sobie. Ja sam miałem na sobie jeszcze koszule zapiętą zaledwie na kilka guzików z podwiązanymi rękawami.
Przeszliśmy przez salon gdzie na stole stały dwa małe kieliszki wypełnione zapewne wódką. Wziął jeden, wypił jednym haustem i poszedł dalej, zrobiłem to samo. I nagle pojawiliśmy się w sypialni. A więc jemu, tak samo jak mnie nie zależało na niczym więcej.
Ech.
Z drugiej strony tak jest o wiele wygodniej.
Bez żadnych zobowiązań.
Po środku sypialni stało duże, dwuosobowe łóżko. Czerwona pościel wydawała się prowokować.
Bez słowa odwrócił się w moją stronę i przyparł mnie do ściany. Naparł na mnie całym swoim ciałem całując wręcz natarczywie, nie powiem, podobała mi się nawet ta agresywność z jego strony. Zaczął rozpinać moją koszulę. Wsunął kolano między moje nogi jednocześnie wprawiając mnie w jeszcze większe podniecenie. Westchnąłem mu prosto w usta. Rzucił moją koszulę gdzieś w kąt. Ja błądziłem rękoma po jego ciele, obsypywałem pocałunkami jego szyje po chwili wracając do jego ust. Ten za to już dobrał się do mojego rozporka, wsunął dłoń w moje bokserki i palcami zaczął pieścić moją męskość. Wydałem z siebie przedłużony jęk. Przyspieszył ruchy ręki, odrzuciłem głowę do tyłu, a on zaczął ssać jeden z moich sutków. Po chwili spełniłem się na jego rękę. Moja twarz pokryła się szkarłatem. Niezręczna sytuacja. Ten jedynie uśmiechnął się lubieżnie i zlizał z palców moje nasienie. Spuściłem wzrok. Ten jednak niczym niezrażony szybko pozbawił siebie i mnie zbędnej garderoby. Popchnął mnie na łóżku, uklęknął nade mnie i namiętnie pocałował. Nasze języki odgrywały dziki taniec pieszcząc się wzajemnie. As wyciągnął rękę w stronę szafki nocnej i wziął z niej jakiś olejek.
Po chwili zastanowienia zorientowałem się, w jakiej sytuacji się znalazłem.
- M-m-m-momnet! Ja mam być na dole?! – Oparłem się na łokciach.
- Noo… Tak. Czemu jesteś taki zdziwiony? – Pochylił się nade mną i pocałował delikatnie – Nie martw się. I tak odlecisz z rozkoszy.
Co prawda miałem do tego sceptyczne podejście, ale już się nie odezwałem. W końcu – raz się żyję.
Poczułem delikatny ból, kiedy włożył we mnie pierwszy palec. Swoją drogą zdziwiłem się nawet delikatnie, że postanowił mnie, chociaż trochę przygotować. Westchnąłem, kiedy dołożył drugi i trzeci poruszając nimi delikatnie. Po chwili zacząłem odczuwać z tego wszystkiego przyjemność, a z moich ust wydobyły się ciche pojękiwania. Jednak zaraz wyjął palce i zastąpił je czymś większym. Dużo większym. Jęknąłem boleśnie, zaraz zaczął się we mnie poruszać. Po kilku minutach zacząłem jęczeć na całego. Oddychając szybko. Czasami zagłuszał moje jęki pocałunkami. Słyszałem jak on posapywał, a oddech mu przyspieszył. Wpatrywałem się w jego błogi wyraz twarzy jak w obrazek. Poruszając się we mnie coraz to agresywniej poczułem rozchodzącą się po całym ciele przyjemność. Nie panowałem już nad sobą. Krzyczałem, jęczałem, wzdychałem nieświadomie jeszcze bardziej nadziewając się na jego penisa. Nie wiedziałem nawet, który za nas był głośniej. Dźwięki zlewały się ze sobą. Doszedłem chwilę przed nim oznajmiając to głośnym jękiem, ten zaraz opadł na mnie oddychając szybko pocałował mnie jeszcze. Wysunął się ze mnie i położył obok.
- Rozdziewiczyłem cię – wysapał.
- Możliwe - westchnąłem, on jedynie się zaśmiał.
- Głośny jesteś – zarumieniłem się patrząc w bok, gdziekolwiek tylko nie na niego. – Nie powiedziałem, że to źle. Swoją droga zostajesz czy idziesz do siebie?
- Zostaje. Spać mi się chcę – na dowód tego ziewnąłem ostentacyjnie.
- Jak chcesz – odpowiedział odwracając się w drugą stronę, przykrywając kołdrą. Spojrzałem na niego, między nami zobaczyłem niedużej wielkości plamę. Odwróciłem się. Zdecydowanie nie chciałem na nią patrzeć.

Następnego dnia, kiedy się obudziłem jego już nie było w łóżku. Moment. Jaki dzisiaj dzień? Poniedziałek! Cholera! Praca!
Szybko się podniosłem. Zrobiłem krok do przodu i poleciałem jak długi do przodu.
- Au… - Bolało. Na to, to mnie już nie przygotował. Ech… Podniosłem się i powoli pozbierałem swoje rzeczy z podłogi i ubrałem się. Na stole znalazłem kartkę. „Nie sądzę, żebyś był w humorze iść dzisiaj do pracy. Zostawiam klucze na stole. Potem mi je oddasz.
Wziąłem klucze i poszedłem do swojego mieszkania uprzednio zamykając jego.

Przez cały dzień się nudziłem. Zwolniłem się z pracy. I stałem twardo przy swoim, mimo że dyrektorka błagała, żebym został, bo nie ma nikogo na moje miejsce. Cóż. Chyba postawiłbym ją w gorszej sytuacji gdybym po prostu zniknął.
Odwiedził mnie też Michałek wyczekujący mojej odpowiedzi, machnął tylko ręką, i powiedziałem „Tak, tak za dwa tygodnie was odwiedzę”. On udawał wielkiego zadumanego w sobie arystokratę i … odleciał… Tak to chyba dobre sformułowanie. Chwilę po nim pojawił się Asmodeusz po swoje klucze. Kiedy już wchodził do swojego mieszkania zapytałem się czy ma jutro czas wieczorem, ten się tylko łobuzersko uśmiechnął i zniknął za drzwiami. Uznałem, to za odpowiedź twierdzącą.
Tak, więc spotkałem się z nim następnego dnia. I następnego. Kolejnego również. I w tak oto przyjemny sposób minęły dwa tygodnie.
Cóż. Wiele się o nim nie dowiedziałem tak naprawdę.
Opowiedział mi o jego przygodzie z jakąś „niewiastą” Sarą, której zabił 7 mężów, a potem przez jednego trafił do Rafaela, który wszystkim powiedział, że pomagał Tobiaszowi, a tak naprawdę niecnie wykorzystał Asmodeusza, chociaż koniec końców to Rafael był dołem. Ech, te anioły to jednak słaba rasa.

Tak, więc jak już mówiłem dwa tygodnie minęły a ja trafiłem z powrotem do „nieba”. Nudziło mi się tam niemiłosiernie. Jak widać Bóg po prostu stwierdził, że odsiedziałem swoją karę i mogę wrócić do nic nie robienia. Tak, więc leżałem tak sobie na plecach na chmurce, głowa wystawała mi po za nią i zabawnie zwisała. Rozglądałem się dookoła. A właściwe obserwowałem. Uściślając obserwowałem jedną osobę. Jej mieszkanie. Życie.
Dobijające. Co jakiś czas widziałem jak przychodzą do niego mężczyźni. Jak przychodzą i odchodzą. Doprowadzało mnie to do szału.
Kurwa. Czemu on taki jest? Czemu on ze wszystkimi sypia?! Chociaż gdy się zastanowię to w określone dni przychodzi określona osoba. W poniedziałek jakiś blondyn. W środę – taki wysoki szatyn. W piątek – jakaś dziwna wielokolorowa panienka. W sobotę – kolejny bish tym razem rudy. Ładnie to sobie poustawiał. Ech.

~*~*~*~*~*~

Tak, więc wracam. Fakt faktem nie skończyłam tego opowiadania. Nie-e. To wszystko, co mam. To, co widzicie. Ale rozumiecie to? Przez 3 miesiące męczyłam się z lemonem =.=
A wyszedł i tak beznadziejny, Błagam bądźcie wyrozumiali to mój pierwszy raaaz. =.=

Cóż. Mniej więcej mam plan. Mniej więcej. Tak, więc postaram się napisać coś. Za tydzień wyjeżdżam… na tydzień. Ale dobra.

Jak wam się szablon podoba? Dzięki bardzo Shiro za niego ^^

Muahahahah. Ta muzyka którą dałam. Przez ostatnie dwie godziny jej słucham więc pomyślałam, że ją tu dam. ^^

Jeśli chcesz być powiadamiany o nowych rozdział pisz na gg – 12663772!


EDIT:
Cóż, z powodu jakichś dziwnych komplikacji byłam zmuszona zmienić szablon - przynajmniej chwilowo - żeby dało się czytać.


romansu-chan ♥ 27/07/2009 20:24:21
komentarzy 12Komentuj





***
Szablon wykonała panna M., używając obrazka z DeviantARTa. Fragment piosenki zespołu Meriwether, Annexation of Puerto Rico
Chcesz więcej? Zajrzyj na Dekoracje.